X
 

Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych».


komentarz: ks. Wojciech Surmiak

Pokaż rozważanie 

 Ukryj 


Strój weselny

        Zapach twoich szat jest jak zapach kadzidła (Pnp 4,11 LXX). Głębokie znaczenie tych słów uczy ludzi, ku jakiemu celowi zmierza życie cnotliwe. Celem życia cnotliwego jest bowiem upodobnienie się do Boga. I właśnie dlatego dusze cnotliwe starają się osiągnąć czystość duszy i uwolnienie się od wszelkich zmysłowych przywiązań, aby poprzez doskonałość swojego życia ukazać w sobie ślad boskiej natury. Jednak życie cnotliwe nie ma tylko jednego aspektu ani jednej formy. Podobnie jak w przypadku produkcji tkanin, gdzie dzięki wielu nitkom – jedne rozciągnięte pionowo, inne ułożone poziomo – powstaje ubranie, tak i w przypadku życia cnotliwego jego tkanka powstaje nieodłącznie dzięki współdziałaniu wielu elementów. Właśnie te nici wymienia Apostoł, gdy opisuje to, co przyczynia się do utkania czystych uczynków, i mówi o miłości, radości, pokoju, cierpliwości, dobroci (Ga 5,22) oraz o innych cnotach, które stanowią ozdobę tego, kto zrzucił z siebie życie ulegające rozkładowi i ziemskie, aby przyoblec się w niezniszczalność niebiańską (por. 1 Kor 15,53). Oto więc znaczenie tych słów z Pieśni. To tak, jakby mówił: W tobie, moja Oblubienico, szata cnót jest naśladowaniem boskiej błogości, która upodabnia cię do istoty niedostępnej dzięki czystości i wyzwoleniu od namiętności.

Ozdoba cnót
Św. Grzegorz z Nyssy (ok. 335–395)



Rekolekcje: Środki przeciw grzechowi.


         Dziś zagłęb się w rozważaniu najokropniejszej z rzeczy ostatecznych, piekła. Wielu śmieje się z niego z politowaniem i traktuje go jak straszydło na dzieci. Oczywiście nie na wiele się to przyda, bo piekła nie usunie.

         Jest piekło. Tak mówi na bardzo wielu miejscach Pismo św. Tak zapewnia sam Chrystus i to niejeden raz. Albo więc wypieraj się Chrystusa i Pisma świętego, albo wierz w piekło !

         Jest piekło. Tak mówi rozum. Albowiem aż nadto słusznie skarży się zdrowo myślący rozum, że na ziemi nie ma absolutnej sprawiedliwości, że aż nazbyt często pomija się cnotę, a wynosi się na tron zbrodnię. Dlatego pozostawałaby tylko rozpacz, gdyby tego wyrównania nie przyniosła wieczność, wieczność, w której za cnotę czeka nagroda nieba, za występek kara piekielna. Tenże sam rozum mówi też, że sprzeciwia się to nam samym, byśmy kiedyś w niebie mieli być razem z taką ohydą, jak np. Neron. Nie, dla takich przebrzydłych postaci musi być osobne miejsce, gdzie by odebrali dobrze zasłużoną i sprawiedliwą karę ! Tenże sam rozum naprowadza nas na szczególną okoliczność, mianowicie, że piekło chcą zagasić nie dobrzy, lecz źli. Dlaczego ? Oczywiście dlatego, że oni właśnie mają najwięcej powodów, aby się go obawiać ! Lecz choćby niewiadomo jak gwałtownie opierali się oni piekłu, to przecież nic to nie pomoże, piekła nie usuną.

         Ale gdzież jest w takim razie miłosierdzie Boże ? Nie można mu zaprawdę nawet najmniejszego robić zarzutu. Albowiem tak samo jak przy zburzeniu Jerozolimy, tak przy potępieniu człowieka nie można obwiniać Boga. Zburzenie bowiem Jerozolimy poprzedziły niezliczone łaski i niezliczone ostrzeżenia, tak też dzieje się przed skazaniem człowieka na wieczną karę piekielną. Dlatego kto wzgardził podaną sobie liną ratunkową, kto ją stale odpychał, ten musi sobie samemu przypisać pójście na dno. Toteż każdemu potępieńcowi brzmią strasznie i bezustannie w uszach słowa Zbawiciela: Ileż razy chciałem... a ty nie chciałeś ! (Łk 13, 34).

         Odnów swoją wiarę w istnienie piekła. A w chwilach pokusy do złego niech ta wiara żywo wywiera swój wpływ na ciebie. Idź za mądrą radą św. Bernarda: Wstępujmy często do piekła za życia, byśmy tam nie wpadli po śmierci !


Rozmyślania pochodzą z książki "Z Bogiem" o. Atanazego Bierbauma OFM
wydanej w Krakowie w 1934 r. za aprobatą tamtejszej Kurii Książęco-Metropolitalnej.