X
 

Jedenastu uczniów udało się do Galilei, na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: «Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata».

    Mt 28, 16-20

Komentarz

1. „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?” To „anielskie” pytanie dotyczy i nas. Stoimy na tej ziemi, a jednak wpatrujemy się w niebo. Czy dzisiejsi chrześcijanie nie wpatrują się w niebo za rzadko? To zasadne pytanie. Czy nie jest tak, że horyzont wieczności został nam dziś przesłonięty przez półki z towarem w supermarketach i ekrany naszych tabletów, smartfonów czy telewizorów. Dziś może aniołowie musieliby nas zapytać „dlaczego wciąż wpatrujecie się w te wasze ekraniki”, zamiast popatrzeć na świat, na człowieka stojącego obok, a nawet w lustro. Okuliści radzą, aby dla higieny wzroku co 20 minut robić sobie przerwę od ekranu i spojrzeć daleko, po horyzont. Duchowo też jest to ważne. Trzeba raz na jakiś czas oderwać się od codzienności, trosk powszednich, mrugających ekranów i zyskać dystans. To służy nadziei. Właśnie wróciłem z Góry św. Anny, z majowego spotkania z rodzinami. Widok z tej opolskiej góry był fantastyczny. Pogoda cudna, na horyzoncie o poranku majaczyły zarysy Tatr. Wow! Ale jeszcze piękniejszym widokiem były małżeństwa i rodziny – modlące się, słuchające słowa Bożego, szukające siły – u Źródła. Każdą rodzinę błogosławiłem Najświętszym Sakramentem. Jak cudownie dzieci wpatrują się w Pana Jezusa w monstrancji! Nasze oczy muszą wpatrywać się w dal. Potrzebujemy perspektywy nadziei. Paweł Apostoł prosi Boga o „światłe oczy serca, byście wiedzieli, czym jest nadzieja, do której On wzywa”. W dolinach życia łatwo zatracić poczucie pielgrzymowania do celu. Dlatego musimy wypatrywać znaków nieba już tu, na ziemi. One są jak drogowskazy, jak „zajawki” całości. Piękno ziemi, piękno człowieka, piękno miłości, wiary. Te momenty leczą wzrok duszy. Przywracają kierunek, nadają sens naszej codziennej monotonnej krzątaninie, która wydaje się nieraz kręceniem się w kółko.


komentarz: Ks. Tomasz Jaklewicz

Pokaż rozważanie 

 Ukryj 


Zabierz mnie ze sobą do nieba!

        Po upływie czterdziestu dni Od zmartwychwstania w Wielkanoc, Zabrałeś na Górę Oliwną Grupę, którą wybrałeś: Jedenastu. I obietnicę Ojca, Ducha, Obiecałeś im udzielić, A błogosławiąc ich, Panie, Wzniosłeś się do Ojca w niebie. A naszą ludzką naturę, Którą Zły uczynił straszliwą, Wzniosłeś ponad Naturę istot ognistych. Zasiadłeś po prawicy Tego, który Cię zrodził, Zgodnie z proroctwem, które to przepowiedziało; Byłeś czczony przez zastępy Aniołów Wraz z Ojcem i Duchem. A mnie, który jestem bezwładny w czynach dobrych, Zabierz ze sobą do nieba; Moje zgniłe, ziemskie członki, Połącz je ponownie ze swoją Głową. Chociaż jestem ostatni we wszystkim, Jak podeszwy stóp, Niech jednak wśród świętych członków Zostanę zaliczony do rzeszy wiernych!

Jezus, jedyny Syn Ojca
Św. Nerses IV Šnorhali zwany Wdzięcznym (1102–1173)



Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: Pragnę.

    J 19, 28


         Stwórca świata w agonii. Wieczną Mądrość powleka mrokiem nocy głupstwo krzyża, wieczną wszechmoc bezsilna słabość, wieczna chwała niknie w mętach haniebnych występków, wieczna niewinność gubi się w steku wyrzutków społeczeństwa, nieśmiertelność kona w śmiertelnych konwulsjach ! Ależ to wszystko jest przewrócone na opak ! Chyba rozpęta się w stworzeniu jakaś rewolucja.

         I rzeczywiście, natura zasnuwa się wstrząsającym kirem, jak gdyby chciała zasłonić te niepojęte dziwy: Mrok ogarnął całą ziemię... słońce się zaćmiło (Łk 23, 44). I wśród tych ciemności rozbrzmiał wstrząsający głos: Pragnę !

         Ileż musiał wycierpieć Zbawiciel ! Jak gdyby chciał powiedzieć: Język mój przysechł do podniebienia, opuściły mnie wszystkie siły. Jestem jak rozpalony głaz, kości moje jak palenisko zwęglone. Serce moje wyschnięte, jak spalona od słońca trawa. Pragnę !

         O tak, ten pragnie, który tylokrotnie wołał do ludzi: Jeśli ktoś jest spragniony - niech przyjdzie do Mnie i pije (J 7, 37).

         Pragnienie Jezusa to zadośćuczynienie za dogadzanie podniebieniu. Może także za twoje...

         Pragnienie Jezusa należy także pojmować w znaczeniu duchowym. Pragnął spełnienia woli Bożej. Przedtem już powiedział: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał (J 4, 34). Uzupełnia teraz to powiedzenie i woła: Pragnę ! By wpoić ci głęboko: Błogosławieni, którzy pragną sprawiedliwości, doskonałości ! - On pragnął przede wszystkim zbawienia dusz, zbawienia wszystkich dusz. - Czy mógłbyś jeszcze być obojętny względem dusz powierzonych twojej pieczy ? Względem dusz błąkających się w błędach pogańskich ? Względem dusz grzeszników i konających ? Pragnij, pragnij wielu dusz, a tym sposobem stań obok swego Mistrza, by nie było próżne jego wołanie: Pragnę !


Rozmyślania pochodzą z książki "Z Bogiem" o. Atanazego Bierbauma OFM
wydanej w Krakowie w 1934 r. za aprobatą tamtejszej Kurii Książęco-Metropolitalnej.