Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.
Komentarz
Jezus jest do nas podobny we wszystkim oprócz grzechu, zatem nasze człowieczeństwo i wynikające z niego konsekwencje nie są dla Niego obce. On wie, co to znaczy być sprawdzanym i ocenianym przez najbliższych. W przeciwieństwie do nas Jezus na pewno nikogo nie skrzywdził, nie zawinił wobec swoich sąsiadów, co przecież tak często zdarza się nam. Mimo to nie jest akceptowany przez wszystkich. I nie wszyscy przyjmują Jego naukę. Również cuda nie przekonują wątpiących i tych, którzy wolą zaufać własnemu osądowi i intuicji. Do tajemnicy ludzkiego bytu należy brak zrozumienia i przyjęcia przez innych. Dotknęło to samego Jezusa, dotyka i nas.
komentarz: Magdalena Jóźwik
Pokaż rozważanie
Ukryj





