X
 

Jezus powiedział do swoich apostołów: «Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody».

    Mt 10, 37-42

Komentarz

1. „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien…”. Radykalizm tego wezwania zdumiewa. Tak może mówić tylko Bóg. Tylko On może rościć sobie prawo do takiej miłości. On dał nam wszystko i dlatego może oczekiwać wszystkiego. Czy nie pachnie to fanatyzmem? Można by tak pochopnie sądzić, ale kolejne zdania mówiące o krzyżu rozjaśniają sprawę, dają właściwy kontekst. „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”. Trzeba wejść w tę tajemniczą logikę krzyża Jezusa. Czym był krzyż dla Niego? Nie był jakimś fatum, nie był przekleństwem losu, nie był triumfem zła nad sprawiedliwym. Choć tak można by sądzić, patrząc z zewnątrz. W istocie krzyż był darowaniem siebie do końca. Objawiła się na nim miłość nieskończona, wieczna, totalna. Czy jesteśmy w odpowiedzi zdolni tak samo kochać Boga? Nie sądzę. Ale tak powinniśmy myśleć o naszej wierze, a przynajmniej rozmieć, że chodzi o taką miłość w życiu. Zrozumieli to mistycy. Oni weszli na tę drogę. Odkryli przepastną głębię miłości Boga do człowieka i próbowali odpowiedzieć analogicznie na ten dar swoim życiem. Św. Teresa z Ávili pisała: „Gdy Boski Łucznik strzałą swą zranił/ Przeszył do głębi serce me/ Ogień miłości całą mnie strawił/ Że w nim znalazłam szczęście swe./ Odczułam wówczas życia wiecznego/ Upajający zdrój (…) I odtąd jestem wszystka dla Niego/ A On jest wszystek mój”. Jest w tym wierszu nawiązanie do Pieśni nad Pieśniami. Najbliższym obrazem takiej totalnej miłości jest małżeństwo, w którym chodzi o wzajemne oddanie siebie mężczyzny i kobiety. Tak jakoś kocha nas Bóg. Chce nas poślubić i dlatego tak jak oblubieniec chce być tym jedynym, najważniejszym, wybranym na zawsze. Chce, by więź z Nim przewyższyła wszystkie inne ludzkie miłości. Stary Testament mówi wprost o „zazdrosnej miłości Pana”.


komentarz: Ks. Tomasz Jaklewicz

Pokaż rozważanie 

 Ukryj 


Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje

         Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje (Łk 9,48) – mówi Pan. Im mniejszy jest brat, tym bardziej Chrystus jest obecny. Ponieważ kiedy przyjmujemy znakomitą osobę, robimy to często dla próżnej chwały, ale kto przyjmuje jednego z najmniejszych, robi to dla Chrystusa ze szlachetnych pobudek. Jak mówi: Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie… Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,35.40). Ponieważ chodzi o wierzącego i o brata, choćby najmniejszego, to Chrystus wchodzi razem z nim. Otwórz swój dom, przyjmij Go. Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Ten, kto przyjmuje Chrystusa, otrzyma zatem nagrodę gościnności Chrystusa. Nie wątp w Jego słowa, zaufaj im. On sam nam mówi: W nich jestem obecny. A żebyś o tym nie wątpił, wspomina o karze, którą otrzymają ci, którzy Go ignorują, i o nagrodzie dla tych, którzy Go przyjmują (Mt 25,31nn). Nie czyniłby w taki sposób, gdyby zaszczyt lub pogarda Go nie dotykały. Przyjąłeś mnie – mówi – w twoim domu domu; Ja cię przyjmę w królestwie mego Ojca. Uwolniłeś Mnie od głodu; Ja cię uwolnię od grzechów. Widziałeś Mnie w kajdanach; Ja dam ci zobaczyć twoją wolność. Widziałeś Mnie przybyszem; Ja zrobię z ciebie obywatela niebios. Nakarmiłeś Mnie chlebem; Ja dam ci Królestwo jako twoje dziedzictwo i całkowitą własność. Pomagałeś Mi w ukryciu; Ja to ogłoszę publicznie i powiem, że jesteś moim dobroczyńcą, a Ja twoim dłużnikiem.

Homilie do Dziejów Apostolskich, nr 45; PG 60, 318
Św. Jan Chryzostom (ok. 345–407)



Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba.

    Mk 16, 19


         Wniebowstąpienie Chrystusa Pana !

         Staraj się wczuć w usposobienie pierwszych uczniów Jezusa. Otaczają oni swego gorąco umiłowanego Mistrza w trwożliwym przeczuciu, że to po raz ostatni - słuchają po raz ostatni jego świętych, boskich słów - ostatni raz patrzą mu w boskie oczy. Potem niezwykle uroczysty moment: podnosi swoje boskie ręce z uwielbionymi śladami ran i błogosławiąc ich unosi się własną boską wszechmocą ku niebu. Jeszcze chwil parę, a uczniowie Jezusa zostaną bez Jezusa ! Oni mimo tego nie smucą się. W podniosłym nastroju wracają do świętego Miasta z wielką radością, wielbiąc i błogosławiąc Boga (Łuk. 24, 52.53). Z wielką radością ! Dlaczego to aż tak wesoło ? Sławny kardynał Hugo odpowiada: Apostołowie cieszyli się z uwielbienia Pana, ze złamania potęgi szatana i jego upokorzenia, z zamieszania wśród żydów, z odkupienia rodu ludzkiego, z zadośćuczynienia za upadek aniołów. Tak jest, wniebowstąpienie, triumf Jezusa, jest także początkiem triumfu jego świętej religii.

         Ty zaliczasz się do uczniów Jezusa, do członków jego św. religii. Raduj się więc z pierwszymi uczniami. Z wielką radością !

         Podążaj dzisiaj duchem za swoim Mistrzem do nieba. W lśniącym majestacie, w chwale i uwielbieniu odbywa on swój triumfalny wjazd. Pląsające radośnie chóry aniołów pytają w szczęśliwym zachwycie: Któż jest tym Królem chwały ? I natychmiast odpowiada jeden drugiemu: To Pan Zastępów: On sam Królem chwały (Ps 24, 10).

         Czcij swego uwielbionego Mistrza i wesel się w Nim. W swoim własnym interesie ! Gdyż według św. Augustyna woła on do ciebie z niebieskich wysokości: Jeśli chcecie wejść do chwały niebieskiej, to moimi bądźcie ! Tak, bądź własnością Chrystusa w całym znaczeniu tego słowa. Nie zaprzedawaj się nigdy światu, ciału lub szatanowi, A gdy przyjdzie ci staczać ciężkie boje, gdy prawie będziesz upadał w cierpieniach i pod przeciwnościami, nie mów wtedy krótkowzrocznie i po pogańsku: Bóg mnie opuścił. Nie ! Myśl wtedy o swoim boskim Mistrzu, który teraz za każdą podjętą ofiarę został otoczony szczególną chwałą. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga. Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani na duchu (Hbr 12, 2.3).


Rozmyślania pochodzą z książki "Z Bogiem" o. Atanazego Bierbauma OFM
wydanej w Krakowie w 1934 r. za aprobatą tamtejszej Kurii Książęco-Metropolitalnej.